„Kto nam podkłada świnię”Udo Pollmer – recenzja książki

 

Książka „Kto podkłada nam świnię” Udo Pollmer’a jest pozycją kontrowersyjną, a więc trudną do zrecenzowania, ale stwierdziłam, że chcę podjąć to wyzwanie. Będzie to moja osobista opinia z punktu widzenia dietetyka i osoby, która przeczytała wiele książek „tego typu”.

Emilia Kołodziejska

Zacznę od dwóch wniosków, które każdy powinien w 100% wysnuć z tej książki:

- po pierwsze: Należy zawsze obierać ziemniaki i nigdy nie jeść tych, które są zielone. Zielone i skiełkowane ziemniaki bowiem zawierają dużą ilość solaniny, która może powodować wymioty, biegunki i bóle żołądka.

- po drugie: Należy myć warzywa i kiełki przed spożyciem, ponieważ mogą znajdować się na nich bakterie. W sumie nic odkrywczego, ale opisane w taki sposób że może osoby o słabych nerwach powinny pominąć ten rozdział.

Myślę, że po tym lekkim wstępie możemy przejść do spraw większego kalibru.

Autor pisze o różnych nadużyciach występujących w rolnictwie ekologicznym. Niestety, ale w każdej branży przemysłu zdarzają się oszustwa, ponieważ istnieją osoby, dla których pieniądze są ważniejsze od zdrowia i życia innych ludzi. Podczas kiedy ktoś „podkłada świnię” swoim klientom, ktoś inny robi to samo jemu lub jego bliskim. Uważam jednak, że mimo wszystko nie można postawić znaku równości pomiędzy żywnością z upraw konwencjonalnych i tą z upraw ekologicznych.

Ciekawym aspektem poruszonym przez autora jest wybór między ekologicznymi a konwencjonalnymi metodami stosowanymi w rolnictwie (zarówno w hodowli roślin użytkowych, jak i zwierząt do uboju). Jak myślisz, które metody są lepsze ekologiczne czy konwencjonalne? I tu zaskoczenie – należy je połączyć w inteligentny sposób. To jest jedna z niewielu rzeczy  w tej książce, z którą się zupełnie zgadzam. Zamiast rozdzielać grubą kreską żywność „ekologiczną” od „zwykłej”, dobrze by było produkować po prostu żywność „zdrową”.

Czytając książkę „Kto podkłada nam świnię”-Udo Pollmer, zauważyłam, że jest ona w zupełnej opozycji do książki „Nowoczesne zasady odżywiania”-Campbell . Ta pierwsza jest przeciwko roślinom, ta druga przeciwko jedzeniu mięsa. Autorzy wytaczają ciężkie działa aby dowieść swoich racji. Przedstawiają wyniki badań i oczywiście straszą nowotworami. Zastanawiałam się, jaki można by wyciągnąć wniosek z tych dwóch książek naraz i owszem udało mi się: „Najlepiej nic nie jeść i umrzeć z głodu, wtedy nie będziemy musieli się już o nic martwić”.

Emilia Kołodziejska

Czy to oznacza, że nie należy czytać poradników o zdrowym żywieniu? Otóż nie wiem co Ty powinieneś robić, ale ja na pewno będę je dalej czytać, ponieważ muszę wiedzieć skąd moi klienci biorą te wszystkie bzdury, o których mówią mi podczas konsultacji;)

Kiedy chcesz kupić samochód, zapewne prosić o poradę znajomego, który się na tym zna. Dlaczego więc jeśli chcesz się zdrowo odżywiać nie pytasz o radę specjalisty ds. żywienia? Nie zrozum mnie źle, uważam że bardzo dobrze jest rozwijać swoją wiedzę na różne tematy, ale błagam, nie traktuj wszystkiego co przeczytasz za pewnik.

Wracając do naszej książki – autor wielokrotnie wspomina o tym, że jesteśmy ciągle zastraszani kolejnymi mrożącymi krew w żyłach historiami o jedzeniu, a z drugiej strony sam wywołuje uczucie niepokoju i nieraz obrzydzenia. Dlatego też nie do końca rozumiem przesłanie tej książki. Z jednej strony mamy nikomu nie ufać i czuć lęk przed brokułem, a z drugiej nie powinniśmy się bać doniesień medialnych, bo to często bzdury.

Czy w takim razie ta książka jest zupełnie do niczego i należy wyrzucić ją przez okno? Otóż nie. Podoba mi się sposób myślenia autora, który prowokuje nas konsumentów do szerszego patrzenia na wiele spraw. Udo Pollmer w ciekawy sposób opisuje inżynierię genetyczną, która choć nie jest idealną i pozbawioną ryzyka metodą, to jednak może być bezpieczniejsza od metod stosowanych do tej pory. Naukowcy bowiem są w stanie w większym stopniu przewidzieć skutki przenoszenia genów w laboratorium niż powstawania nowych gatunków poprzez krzyżowanie lub preparowanie nasion w elektrowni atomowej. Poza tym rośliny wyhodowane dzięki inżynierii genetycznej są obserwowane zanim trafią na pola. Natomiast „krzyżówki” trafiają od razu do ekosystemu. Nie chcę przez to powiedzieć, że jestem zwolenniczką inżynierii genetycznej, ale może czasem warto zastanowić się czy walczymy przeciwko naszym lękom, czy rzeczywistym faktom.

Emilia Kołodziejska

Podsumowując: uważam że książka jest ciekawa i prowokuje do myślenia, natomiast nie polecam jej osobom, które „wkręcają się” za bardzo w teorie spiskowe.

Dieta czeka na człowieka

dietetyk warszawa

 

Dieta ułożona, przepisy dobrane. Za chwilę na tym krześle usiądzie klient i będę mogła mu przedstawić efekty mojej pracy.

Zawsze w takiej chwili towarzyszy mi lekki i miły skok adrenaliny. Lubię „rozkminiać” każdy, indywidualny przypadek. Każdy klient jest inny i to jest najlepsze w mojej pracy.

Bycie dietetykiem to nie tylko układanie diet, a właściwie, jak to powiedział jeden z moich klientów w tym tygodniu, to przede wszystkim dawanie nadziei i motywacji. Ja myślę natomiast, że bycie dietetykiem to przede wszystkim bycie człowiekiem. Odrzucenie schematów i koncentracja na każdej indywidualnej osobie.

Relacja z Konferencji „Zaburzenia odżywiania się”

 

Jak zazwyczaj spędzacie niedzielę? Ja zapewne odsypiałabym wczorajszy wieczór spędzony z przyjaciółmi, gdyby nie dzisiejsza Konferencja „Zaburzenia odżywiania się” na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.

IMG_1336

Nie było zbyt dużo osób jak na bezpłatną konferencję, być może inni nie dali rady wstać na 9:00 ;P

Muszę się przyznać, że większość wykładów przespałam, ale zdarzyło się parę perełek, których wysłuchałam z ciekawością. Dowiedziałam się również o kilku nowych zaburzeniach odżywiania się, jak pregoreksja (anoreksja ciążowa), czy diabulimia (ograniczanie dawki insuliny w cukrzycy).

IMG_1337

Ciekawy punkt widzenia przedstawiła p. Anna Szostak z Fundacji Centrum Terapii Zaburzeń Odżywiania. Opowiedziała ona o dziewczynach, które wychodzą z anoreksji prosto w bigoreksję, czyli obsesję na punkcie muskulatury. Mają one w dalszym ciągu zaburzony obraz własnego ciała, a głodzenie się zamieniają na mordercze treningi i restrykcyjną dietę. Widziałam wiele takich „metamorfoz” w Internecie. Pod zdjęciem umięśnionej „byłej anorektyczki” pojawiają się komentarze z gratulacjami i dopingiem do dalszej pracy. Do tej pory też myślałam, że to dobra zmiana, ale jeśli jedną obsesję zamienia się na inną, to chyba jednak problem w dalszym ciągu nie jest rozwiązany.

Inną ważną kwestią poruszaną przez wielu prelegentów było „nieludzkie” traktowanie osoby mającej zaburzenia odżywiania. Bardzo często bywa tak, że osoba cierpiąca z powodu anoreksji czy bulimii, uznawana jest za „trudnego” pacjenta i specjaliści (dietetycy, lekarze, psycholodzy) boją się pracować z taką osobą. Przez to, że nikt nie uczy ani dietetyków, ani lekarzy jak postępować z pacjentem, u wielu specjalistów pojawia się lęk, że sobie nie poradzą a przez to zachowują się szorstko. Ponadto utarło się wiele stereotypów, jak np. taki że osoba z anoreksją nigdy nie wyzdrowieje i zawsze już będzie miała zaburzenia odżywiania. Prawdą jest, że będzie musiała już bardziej na to uważać, ale przecież osoba odchudzająca się jest na tej samej zasadzie bardziej narażona na ponowne przytycie niż osoba, która zawsze była szczupła. Znam wiele osób, które schudły i utrzymują prawidłową masę ciała od wielu lat. Dlaczego więc osoba mająca zaburzenia odżywiania nie miałaby odżywiać się zdrowo i być po prostu szczupła a nie chuda?